Moje wielkie arabskie wesele… w Betlejem

autor: admin
5 komentarzy
arabskie wesele
Podziel się tym wpisem

To już ostatni post z tej serii. Niewątpliwie najciekawszy i najważniejszy. Pisałam już o zamieszaniu, przez jakie przeszłam z narzeczonym, żeby mógł przyjechać do Polski. Później o kolejnym chaosie papierów do ślubu cywilnego i legalizacji pobytu w Polsce.

A dziś wisienka na torcie… czyli nasz ślub kościelny.

Dlaczego w Betlejem, a nie w Polsce?

Aż pewnego dnia… udało się! Licencja w dłoń i nie pozostaje nic innego jak pakować walizki!

Po pierwsze, gościom z Polski o wiele łatwiej przyjechać do Betlejem, niż gościom z Palestyny do Polski. Niedowiarków odsyłam do posta, o którym wspominałam powyżej. Oczywiście nie wszyscy z Polski mogli przyjechać – nawet osób dla mnie najważniejszych, choć to akurat była siła wyższa, której nie mogliśmy przewidzieć.

A poza tym… umówmy się… Kto mając możliwość ślubu w Bazylice Narodzenia Pańskiego upierałby się nadal przy swojej parafijce w małym mieście?

Ale żeby nie było zbyt łatwo należy pamiętać o tym, co zawsze – nieskończonej ilości dokumentów. Przygotowanie do ślubu to proces. Jeśli przechodzisz ten proces w jednym kraju, a ślub bierzesz w innym, należy postarać się o „międzynarodową licencję” wydawaną przez nikogo innego jak samego biskupa. I tak przyszłych małżonków czeka zbieranie zaświadczeń o przyjęciu sakramentów, stanie wolnym / akcie ślubu cywilnego, przejście kursu przedmałżeńskiego, spisanie protokołu przedślubnego i kilka innych drobiazgów, których już nawet nie pamiętam.

 

 

Arabskie wesele w Palestynie

Na wstępie należy podkreślić jedną rzecz – piszę tutaj o ślubnych zwyczajach chrześcijan, a więc nie tyczy się to wszystkich arabskich wesel – które w znacznej większości są muzułmańskie. W tym temacie jest dosyć sporo różnic – choćby taka, że na weselach muzułmańskich w Palestynie panie i panowie bawią się w oddzielnych salach. A tymczasem u nas było koedukacyjnie. Jeśli więc czytasz to, bo jakaś muzułmańska rodzina zaprosiła cię na wesele, to spodziewaj się, że wszystko będzie inaczej!

Od czego więc zaczął się ten dzień?

Od kilku godzin u fryzjera i kosmetyczki.

A to dlatego, że było nas kilka – ja, moja siostra oraz mama i siostra Yousefa. A zabiegi trwały i trwały…

Bałam się nieco, czy uda nam się pogodzić europejskie gusta z arabskimi. W końcu u nas modny jest minimalizm, a tam strojność i ostry makijaż. Sukienka pojechała ze mną już do salonu i gdzieś w trakcie malowania i czesania musiałam już ją ubrać. Z jednej strony te kilka godzin w salonie nieco się dłużyło, a z drugiej… dziś mam wrażenie, że trwały tylko chwilę.

 

arabskie weselearabskie weselearabskie weselearabskie weselearabskie weselearabskie wesele

 

Po wszystkim nie wracałam do domu, tylko… mój (przyszły) mąż przyjechał do salonu. Żadnego ukrywania panny młodej! Słońce czekać nie będzie, a po ceremonii w kościele (która była dosyć późno, bo o 16:00) miało być już praktycznie ciemno. A więc? A więc sesję należało wykonać przed ślubem! I tak czynią praktycznie wszystkie pary, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. W końcu w Polsce sesja w plenerze odbywa się albo innego dnia, albo w trakcie wesela, kiedy goście już na tyle zajmują się sobą, że nikt nie zauważy. A tymczasem w Betlejem… na sesję po prostu jedzie się przed ceremonią w kościele.

To urocze miejsce to ogród miejscowej winnicy Cremisan. To tam Yousef mi się oświadczył. Nie dane mi było jednak cieszyć się zbyt długo, gdyż pomimo, że w salonie zaczęliśmy o 9:00 rano, cała procedura trwała tak długo, że na sesję mieliśmy jakieś 25 minut. Pewnie zaraz wpadłabym w rozpacz, gdyby nie nasza cudowna fotograf z Polski – Ania, którą pozdrawiam z tego miejsca. Połączyliśmy nasz zachwyt nad zdjęciami, jakie wykonała na ślubie cywilnym z jej ogromnym marzeniem odwiedzenia Ziemi Świętej. I oto Ania obfotografowała nam dwa śluby!

 

arabskie wesele

To niestety nie koniec był moich rozterek. Pomijając ekspresową sesję oraz oczy łzawiące od sztucznych rzęs (nigdy więcej!), okazało się, że… moja suknia jest za długa. Jak to możliwe? Przecież jeszcze kilka dni wcześniej urocza pani krawcowa w Warszawie zanurkowała pod spód i wszystko przycięła! Zgadza się. W transporcie jednak suknia mocno się pogniotła, toteż zaniosłam ją do miejscowej pralni. Drżałam o to, czy mi jej nie zbrudzą, bo… cóż, czysto tam nie było. Nic z tych rzeczy! Nadal była bielusieńka, jednak w pralni zamiast parą wodną, musieli ją wyprasować żelazkiem, przez co 6 warstw tiulu nagle wydłużyło się o jakieś 7 centymetrów. Dosłownie przewracałam się z każdym krokiem i musiałam podnosić suknię wysoko do góry. I jak tu iść do ślubu?

Starszyzna rodu prosi o moją rękę

Po sesji w plenerze palestyńska panna młoda jedzie do swojego domu rodzinnego. Z racji tego, że mój dom był daleko, udałam się do domu jednej z cioć Yousefa razem z wszystkimi gośćmi, którzy przyjechali z Polski. Były czekoladki, szampan i jakieś zakąski (szczerze… nawet nie pamiętam, co tam było do jedzenia).

arabskie wesele

„To już za chwilę tato!”

Poprosiłam o nożyczki. Ciocia była nieco zaniepokojona takim obrotem sprawy, jednak… musiałam podciąć sobie tą suknię. Moi znajomi już byli przy piątej warstwie, kiedy ciocia poprosiła, żebyśmy już kończyli, „bo idą”.

Żeby była jasność- dopytywałam się wcześniej, co my tam w ogóle będziemy robić w domu cioci przed wyjazdem do kościoła. „Nic – powiedziano – Yousef będzie czekał w kościele, przyjedzie jego rodzina i pojedziecie do kościoła”. Byłam więc zdziwiona tym popłochem cioci, która nakazała zaprzestać przeróbek sukienki. W końcu znam mamę i tatę Yousefa, po co to zamieszanie?

Otóż nie.

„Rodzina Yousefa” to zgoła szersze pojęcie. I nie przyjechali „tak po prostu, bez powodu”, tylko… oficjalnie poprosić mojego tatę o to, żeby mogli przyjąć mnie do swojej rodziny! Nawet ojciec pana młodego to „za mało”, aby podjąć się tego zadania. Przyjechała cała grupa starszych panów wraz z osobami towarzyszącymi. Mojemu tacie pozostało już tylko się zgodzić mając przed sobą tak poważną delegację!

Tymczasem ostatnią warstwę tiulu obcięłam sobie sama w samochodzie.

 

 

Ceremonia zaślubin

Nasz ślub odbył się w kościele św. Katarzyny w Betlejem. Kto był, ten wie, iż ten kościół mieści się pod jednym dachem z prawosławną Bazyliką Narodzenia, pod którą znajduje się mała grota – miejsce, w którym urodził się Jezus Chrystus. A więc tak – Bazylika Narodzenia to parafia mojego męża, pod którą zawsze kręci się pełno turystów – a tamtego dnia, o godz. 16:00 również pełno naszych gości weselnych. I choć ciągle powtarzałam sobie, że mój stres jest całkowicie bezsensowny, to w drodze na miejsce nie umiałam przypomnieć sobie ani słowa przysięgi małżeńskiej (którą od dziecka marzyłam powiedzieć z pamięci, a nie powtarzać za księdzem).

 

arabskie wesele

Prowadzona przez tatę do kościoła

 

arabskie wesele

Wchodziłam przez te legendarne maleńkie drzwi Bazyliki

 

arabskie wesele

A zaraz pod kościołem… pełno pielgrzymów. Na tym zdjęciu nie ma ani jednego gościa weselnego! 🙂

 

Ceremonia była połączona z Mszą św. i była odprawiona w języku arabskim. Pary mogą jednak zdecydować, czy chcą łączyć ceremonię z Mszą, czy nie. Można wręcz powiedzieć, że cała liturgia była identyczna jak w Polsce – poza językiem rzecz jasna.

 

arabskie wesele

Podczas Mszy św. zaśpiewałam Psalm.

 

arabskie wesele

Kościół zapełnił się gośćmi… ale i tak jeszcze nie wszystkimi!

 

arabskie wesele

Jesteśmy już mężem i żoną!

 

Po wyjściu z kościoła przywitała nas gromada radosnych pielgrzymów z Chin, którzy bez żadnego skrępowania zaczęli robić nam zdjęcia! Być może w innej sytuacji nie byłabym zachwycona, jednak tamtego dnia po prostu się z tego śmiałam.

Po uroczystości w kościele następuje… długa procedura gratulacji. I tu niespodzianka. Według arabskiej tradycji, gratuluje się nie tylko parze młodej, ale też… ich rodzicom, babciom, dziadkom, rodzeństwu a nawet niektórym wujkom. W końcu to oni wszyscy przyczynili się do powstania tej nowej rodziny. I choć to dziwne – mój tata i siostry po prostu grzecznie stanęli w rządku odbierać gratulacje!

 

I tak dalsza rodzina pary młodej gratuluje bliższej rodzinie pary młodej.

 

A na koniec… wisienka  na torcie. Nie, jeszcze nie wesele. To było moje kolejne małe marzenie, a była nim… krótka modlitwa w grocie pod ziemią.

 

Grota była wypełniona po brzegi pielgrzymami z Rosji śpiewającymi przepiękną pieśń. Dla nas uczynili wyjątek i pozwolili pomodlić się bez kolejki 🙂

 

Arabskie wesele… całkowicie nie po polsku

A teraz pora na najdziwniejsze z dziwnych. My Polacy, przyzwyczajeni jesteśmy do tego, aby na salę weselną udać się zaraz po ceremonii w kościele. A tymczasem w Betlejem… pomiędzy Mszą św. a weselem mieliśmy jakieś 2 godziny przerwy. Dlaczego? Na to pytanie nie znają odpowiedzi chyba nawet najstarsze starowinki. Po prostu tak jest. Żeby było śmieszniej, do kościoła często goście weselni nawet nie przychodzą albo przychodzą jeszcze „bez makijażu”, później wracają do domu, przebierają się i wolnym kroczkiem, bez pośpiechu, udają się na wesele.

Czy to nie dziwne?

Tymczasem my wykorzystaliśmy ten czas na krótką sesję zdjęciową w starej części Betlejem.

 

W tym czasie sala weselna świeciła pustkami. A raczej… wypełniało ją tych kilkanaście gości z Polski, wiedzionych polskim przyzwyczajeniem. Do dziś wspominają, że oni już tam czekali, kiedy na salę dopiero przyjechali panowie przyozdobić wszystko kwiatami.

I tak… powoli na salę zaczęli docierać goście. My mieliśmy pojawić się jako ostatni. Wg. zaproszenia powinni być obecni o 19:30. Tymczasem o tej godzinie… sala nadal świeciła pustkami. My początkowo tułaliśmy się po mieście, zdążyłam wypić kawę pod domem kolegi Yousefa, zjeść 7-daysa, kupić płyn do demakijażu w aptece i napić się whisky w specjalnym pomieszczeniu, gdzie pary młode czekają na gości.

 

arabskie wesele

Mój tata witał przybywających gości i zastanawiał się… kiedy w końcu przyjdziemy

 

Szkoda, że zdjęcia nie oddają rzeczywistości tego, co się w pewnym momencie stało. Otóż w pewnym momencie po prostu wybuchła muzyka, wszyscy zerwali się z miejsc, a my po schodkach z góry tanecznym krokiem i już po dwóch drinkach pojawiliśmy się na weselu. I jak muzyka zaczęła grać, tak już grała bez przerwy – i to tylko arabskie hity.

 

arabskie wesele

Wesele nie zaczyna się od obiadu, ani od samotnego pierwszego tańca młodej pary.

 

arabskie wesele

Taniec trwa nieprzerwanie jakieś dwie godziny.

 

arabskie wesele

Początkowo trudno przyzwyczaić się do arabskich rytmów.

 

arabskie wesele

Po jakiś dwóch godzinach wszyscy zasiadają do kolacji.

 

arabskie wesele

Po kolacji pora na tort.

 

arabskie wesele

Nie wiedzieć czemu, para młoda zamiast nożem, kroi tort… mieczem.

 

arabskie wesele

Podziękowanie dla rodziców to typowo polska tradycja, ale nie mogło jej zabraknąć. Na naszym weselu prezentem były dwie piosenki z dedykacją dla rodziców.

 

arabskie wesele

A „pierwszy” taniec odbywa się dopiero gdzieś w samym środku wesela! Dla nas zaśpiewał Ed Sheeran.

 

arabskie wesele

Dzięki kilku polskim piosenkom w końcu można było również zatańczyć w parach.

 

Taniec ze świecami to specjalność pań. Symbolicznie żegnają się z panną młodą, która rozpoczyna nową drogę.

arabskie wesele

Pani młoda tańczy w środku otoczona światłem świec.

Swoje świece pani młoda winna zgasić zadeptując ogień.

 

arabskie wesele

Chwilę później pora na panów. Przejmują parkiet tańcząc z rekwizytami hm… tureckimi? Prawda, ten teren przez kilkaset lat był pod panowaniem imperium osmańskiego 🙂

 

arabskie wesele

Po chwili znów wszyscy wracają na parkiet.

 

arabskie wesele

Wesele trwa zaledwie kilka godzin, jednak nie ma chwili wytchnienia!

 

arabskie wesele

I tak skończyło się nasze drugie wesele.

 

 

Wiem, że to bardzo długa relacja, jednak mam wrażenie, że opisałam ją wręcz… po łebkach! To był niesamowity dzień, niesamowite przeżycie. A przede wszystkim – nowa droga życia z niesamowitym facetem 😉

 

A Ty? Czy wyruszyłeś już w wyjątkową Drogę do Betlejem? Zapraszam wszystkich pragnących dodać coś wyjątkowego do najbliższych Świąt Bożego Narodzenia do dołączenia do wyjątkowej drogi duchowej, którą nazwałam Drogą do Betlejem. To seria rozważań i muzyki medytacyjnej, która pozwoli Ci przeżyć Święta bliżej Boga.


Podziel się tym wpisem
5 komentarzy

Czytaj również

5 komentarzy

Kasia 25 lipca, 2018 - 1:03 pm

Gratulacje. Czytałam z zapartym tchem. Piękne zdjęcia.

Reply
admin 27 lipca, 2018 - 9:41 am

Dziękuję!
Zdjęcia też uwielbiam! Wszystko dzięki Ani – naszej fotograf 🙂

Reply
Ania 31 lipca, 2018 - 9:05 am

Od razu wróciły wspomnienia 🙂 Pełen reportaż można obejrzeć tutaj http://annaradziejewska.pl/sylwia-yousef-reportaz-bethlehem-palestyna/

Reply
Marta 27 lipca, 2018 - 7:44 am

Miło widzieć, że jest więcej Polaków w Palestynie 🙂 Ja brałam chrześcijański ślub w tym roku w Ramallah. Szczęścia dla Pary Młodej!

Reply
admin 27 lipca, 2018 - 9:40 am

Pięknie! Dla Was również gratulacje! 🙂

Reply

Napisz komentarz