disciplina arcani
Podziel się tym wpisem

Niezmiennie od wielu miesięcy fascynują mnie początki chrześcijaństwa. Dzieje Apostolskie, pierwsze wspólnoty, przyjmowanie wiary pomimo prześladowań, kościoły w domach i w podziemiach.

Jednym z wyjątkowych aspektów świata, w którym wówczas żyli chrześcijanie jest moment wtajemniczenia. Brzmi intrygująco – tym bardziej dla kogoś, kto urodził się w miejscu i czasie, gdzie ludzie stają się chrześcijanami niemalże „z automatu”. Ale czy zawsze tak było?

Od kiedy dowiedziałam się więcej o disciplina arcani (łac. „nakaz tajemnicy”), dotarło do mnie, jak bardzo jest ono spójne z Ewangelią i tym, jak właściwie nauczał Chrystus. Odkryłam, że nie tylko temat jest po prostu intrygujący – bo kogo nie intrygują tajemnice? Jest także bliższy temu, w jaki sposób Chrystus budował Kościół.

Wiara przemiany serca

Na świecie istnieje mnóstwo różnych wiar. Różne stawiają odpowiedzi na pytania o to, skąd wziął się świat i co oznacza tęsknota w sercu człowieka, kim jest Bóg/bogowie i jaki jest Jego/ich plan na porządek w społeczeństwie. Część z nich interesuje się przede wszystkim zachowaniem człowieka i jego działaniami, Niekoniecznie jednak zwracając uwagę na to, co kryje się w jego sercu. Ważnym jest wypełnianie określonych rytuałów, podążenie za tradycjami.

Tymczasem Chrystus spogląda nie tylko na człowieka i jego zachowanie, ale także, co się za tym zachowaniem kryje w jego sercu („Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym” Mk 7, 20). Jakie znaczenie ma dane zachowanie w perspektywie całej historii jego życia („Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie” Łk 21, 3-4). W Jego nauczaniu chodziło bowiem o przemianę serca człowieka, a nie ustanowienie nowego porządku politycznego (czego z resztą oczekiwali Jego uczniowie).

Osobiste spotkanie z Bogiem

Śladów wtajemniczenia można doszukać się w Ewangelii czytając o Chrystusie opowiadającym tłumom przypowieści. Ich znaczenie tłumaczył jednak Uczniom na osobności (Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście!» Mt 13, 36). Różne poziomy wtajemniczenia uczniów mogą być odpowiedzią na pytanie, dlaczego na górze Tabor byli z Chrystusem tylko trzej uczniowie (W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Łk 9, 28).

Również sama liturgia pierwszych wieków owiana była tajemnicą. Osoby postronne nie mogły tak po prostu przyjść na Eucharystię. Katechumeni – osoby pragnące przyjąć chrzest – uczestniczyli początkowo w specjalnych spotkaniach. Następnie byli dopuszczani do uczestnictwa w Mszy św., ale tylko w Liturgii Słowa. Uczestniczyć w Eucharystii mogły tylko osoby odpowiednio przygotowane.

Ślady tej praktyki do dziś zachowały się w niektórych obrządkach chrześcijańskich. „Nikt z katechumenów, nikt ze słabą wiarą, nikt z pokutujących i nieczystych nie może przybliżyć się do Boskiej Tajemnicy” – te słowa zamykają ormiańską Liturgię Słowa. I dalej: „Z uwagą i roztropnością strzeżcie drzwi świątyni i do góry wznieście wasze myśli w bojaźni Bożej” (podczas prefacji). Nie znam jeszcze aż tak szczegółowo pozostałych obrządków, jednak jeśli doszukam się kiedyś kolejnych śladów „disciplina arcani”, z pewnością uaktualnię artykuł.

Misterium to tajemnica

Na czym jednak polega tajemnica chrześcijaństwa? W końcu przecież Chrystus jednak przemawiał do tłumów, podobnie jak i dziś można bez przeszkód czytać teksty biblijne oraz uczestniczyć w liturgii.

Niewątpliwie, wraz z ustaniem prześladowań oraz przyjęciem chrześcijaństwa przez władców cesarstwa bizantyjskiego, a później nawet uznawaniem chrześcijaństwa za religię narodową różnych nacji wiele się zmieniło.

Moim zdaniem nie zmieniło się jednak absolutne sedno sprawy – chrześcijaństwa nadal jest religią przemiany serca. Każdy człowiek – nawet wychowany przez wierzących rodziców, w kraju o zakorzenionej chrześcijańskiej tradycji – staje w pewnym momencie sam na sam z Chrystusem. Wówczas niewiele liczą się żadne zewnętrzne znaki czy „chodzenie do kościoła” z przyzwyczajenia, ale to, czy otworzył się na tajemnicę, na ten boży paradoks – jaka siła popycha człowieka do tego, by wybaczyć komuś, kto go krzywdził? Jaka siła przyciągnęła samego Boga na ziemię, by zechciał podzielić z nami cierpienie? Co takiego człowiek „widzi” w tych wszystkich przypowieściach, że postanawia zrezygnować z tego, co cielesne, przyjemne, proste, by żyć dla innych?

Myślę właśnie, że to także „Disciplina arcani” może być odpowiedzią na niepokoje wielu wierzących ludzi, którzy martwią się o przyszłość Kościoła, kiedy spada liczba wierzących. Kiedy nachodzą mnie takie myśli, przypominam sobie, że kiedyś było nas tylko 12, a płomień wiary jakoś nie zgasł – pewnie dlatego, że był to płomień indywidualnego spotkania z Bogiem, a nie wynik spełniania tradycji i rytuałów.

Przemyślenia pochodzą z lektury książki „Disciplina arcani w chrześcijaństwie” autorstwa Bogusława Górki – polecam!


Podziel się tym wpisem

Czytaj również