O arabskich chrześcijanach słów kilka

autor: admin
1 komentarz
chrześcijanie arabscy
Podziel się tym wpisem

Mniejszości to bardzo ciekawy temat, gdziekolwiek by się nie pojechało. Już od podstawówki połowę klasy w moim rodzinnym mieście stanowili protestanci i szczerze mówiąc było to dla mnie tak naturalne (myślałam, że w całej Polsce tak jest), że nadziwić się nie mogłam po kilku latach, że do jednej klasy gdzieś na drugim końcu kraju mogą chodzić sami katolicy. I tak jak często w Polsce spotykamy się z przekonaniem, że „każdy Polak to katolik”, tak równie powszechne jest myślenie – „każdy Arab to muzułmanin”.

Nie odczaruję pewnie wszystkich uproszczeń i uprzedzeń obecnych w naszym społeczeństwie, choć i tak nie zniechęciło mnie to, żeby napisać kilka słów. Kim więc są arabscy chrześcijanie? 

Większość arabskich chrześcijan, których spotkałam pochodzi z Palestyny, stąd też moje obserwacje odnoszą się do nich, choć mam wrażenie, że niektóre są szersze i mogą charakteryzować także chrześcijan spotkanych w innych krajach arabskich.

Nie jest im obcy ekumenizm

Wśród chrześcijan arabskich nie istnieje coś takiego jak „ja jestem katolikiem, a ty ewangelikiem/ prawosławny/ ormianinem/ koptem czy kimkolwiek innym”. Wystarczy im proste „jesteśmy chrześcijanami”. Pytania o dokładną przynależność spotykają się z niezrozumieniem. Będąc już i tak mniejszością otoczoną kompletnie inną religią, wszelkie podziały w obrębie chrześcijaństwa wydają się nie mieć znaczenia. Spotkać można ogromnie dużo mieszanych rodzin, przy czym o ich przynależności do różnych kościołów dowiedzieć się można jedynie mimochodem, gdyż raczej nikt nie zwraca na to uwagi.

To tyczy się również… religii w szkole. Chrześcijanie różnych denominacji chodzą na te same zajęcia i uczą się z tych samych podręczników. Zapewne gdzieś istnieją ludzie, którzy lubią się kłócić o to, „kto ma rację”, choć… jak do tej pory nie spotkałam ani jednego.

Pomimo tego bardzo ekumenicznego podejścia do wszelakich denominacji, sprawa się ma o 180 stopni inaczej w przypadku małżeństw mieszanych z muzułmanami. Takowe bowiem… prawie nie istnieją.

Przynależność religijna to kwestia nie tylko wiary, ale też tożsamości

Wyobrażacie sobie młodego faceta, który nie wyobraża sobie nie wziąć ślubu kościelnego, ma na ramieniu wytatuowany krzyż, a w niedzielę smacznie sobie chrapie do południa zamiast iść na modlitwę? To tutaj całkiem normalne. Oczywiście istnieją osoby głęboko wierzące, jednak są też i tacy, którzy pomimo braku zaangażowania w życie parafii i chodzenia do kościoła od wielkiego dzwona, na pytanie „kim jesteś?” odpowiedzą (w pierwszej kolejności!): „Jestem chrześcijaninem”.

Serio. Nie jestem antropologiem, jednak patrząc z boku mam wrażenie, że to również zasługa faktu „bycia mniejszością”. Tym bardziej mniejszością, która ciągle maleje. Nikt nie ma problemu z tym, żeby przyznać się do swojej chrześcijańskiej tożsamości, a pomimo niewielkiego zaangażowania niektórych, raczej po prostu… wszyscy są wierzący.

 

Bierzmowanie młodzieży w Betlejem – już w 5 klasie podstawówki!

Jan Paweł II nie robi na nich wrażenia

Podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie wylądowałam w mieszkaniu pewnej uroczej starszej pani razem z młodą dziewczyną z Palestyny. Owa pani – przeszczęśliwa, że może podzielić się z kimś z daleka naszą polską dumą przyniosła do pokoju obrazek św. Faustyny i Jana Pawła II. „To Polacy!” – mówiła spodziewając się wybuchu zachwytu.

No cóż… dumą Ziemi Świętej jest co innego. Kraków, Częstochowa i Jan Paweł II to nie to samo co… Jerozolima, Nazaret i Jezus Chrystus, prawda?

To faktycznie bardzo osobliwa sytuacja – mieszkać w miejscach, w których wydarzyły się historie z Ewangelii. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że przywiązanie do Ziemi Świętej i jej biblijnej historii jest… jedynym, co w ogóle tych chrześcijan tam trzyma.

Ziemia Święta to dla nich pojęcie szersze, niż dla nas

Wydawać by się mogło, że to pojęcie dotyczy tylko tego podłużnego skrawka terenu, dziś znanego jako Izrael z wydzielonymi terytoriami palestyńskimi. Otóż nie. Chrześcijanie w Jordanii podczas liturgii wspominają o tym, że „Maryja to nasza rodaczka”, a „nasza ziemia jest święta”. Egipt pełen jest klasztorków i kościółków, stojących w miejscach, gdzie rzekomo ukrywała się Maryja z Józefem i Dzieciątkiem w ucieczce przed Herodem. Liban już w ogóle przechodzi samego siebie – „skoro rzeka Jordan, w której przyjął chrzest sam Jezus, wypływa z gór Libanu, a więc można powiedzieć, że całe chrześcijaństwo ma swoje źródła w Libanie” (serio). A Syria – no cóż, czy to nie pod Damaszkiem nawrócił się św. Paweł?

Tutaj w ogóle można dodać, że granice na Bliskim Wschodzie są sztuczne, a kulturowo od kilkunastu stuleci region obejmujący Izrael/Palestynę, Jordanię, Liban i Syrię powinien być jednym krajem. Ale to temat na osobnego posta.

Jeden krzyż w domu to za mało

Chrześcijańskie domy po prostu obwieszone są różańcami, krzyżami i obrazkami. Rekordem jest naliczone przeze mnie 17 religijnych akcentów w jednym salonie, choć oczywiście może się zdarzyć więcej, bo przecież nie liczę w każdym salonie, do którego wchodzę.

Uwaga tyczy się również samochodów. Tapet w komórce. Grafik wysyłanych do znajomych co tydzień „z okazji niedzieli”.

W ogóle odniosłam wrażenie, że wiara wręcz przenika życie codzienne chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Nie mają problemu podczas rozmowy ze znajomymi (gdzieś pomiędzy plotką o jednej sąsiadce, a plotką o drugiej) wspomnieć o cudzie eucharystycznym w jednym z kościołów albo o cudzie ognia, który nie pali podczas prawosławnej Wielkanocy w Bazylice Grobu Pańskiego. Może to dziwnie zabrzmi, jednak w moim odczuciu ludzie „nie boją się oddychać” w kościele, rozmowa z księdzem nie wprowadza ich w zakłopotanie, bez problemu podnoszą ręce i zamykają oczy podczas modlitwy, jeśli tylko lubią modlić się w ten sposób. Ta swoboda w kościele ma jednak także drugą stronę medalu – niektórzy potrafią wręcz odebrać telefon podczas modlitwy tylko nieznacznie przyciszając głos albo tak po prostu rozpoczynać rozmowę („Oooo, to ty jesteś żoną Yousefa?” – powiedziała pewna młoda dziewczyna podając mi rękę na znak pokoju). Tutaj też warto dodać, że kościół odgrywa także ogromną rolę w pomaganiu wiernym (problem w domu, nowy dom, zaręczyny, ślub – wszędzie jest ksiądz!) Nie chodzą jednak za nimi „na ślepo” -zdarzyło mi się usłyszeć, że ktoś nie lubi jakiegoś księdza za jakieś zachowanie albo wręcz ksiądz mówiąc o innym księdzu powiedział mi „nie przejmuj się, tamten potrafi skomplikować najprostszą rzecz”.

 

No cóż, minusem takich postów jest to, że opierają się na generalizacji, a ta miewa wyjątki. Nie traktujcie więc moich doświadczeń jak jakiejś wyroczni – po prostu takie aspekty zwróciły uwagę wierzącej osoby wychowanej w Polsce – czyli mnie hihi.

Dziwne? Intrygujące? Dajcie znać w komentarzach, jeśli ciekawi Was coś jeszcze! Może obok tych rozważań o tym, czym arabscy chrześcijanie różnią się od nas interesuje Was coś na temat co ich łączy, a co dzieli od muzułmanów? 


Podziel się tym wpisem
1 komentarz

Czytaj również

1 komentarz

Agnieszka 29 sierpnia, 2019 - 2:07 pm

Bardzo ciekawy post. Dziękuję za niego! Przyznam szczerze, że ten temat ciekawił mnie już od dłuższego czasu, gdy w lutym poszłam na niedzielną mszę do Bazyliki w Betlejem i zobaczyłam pełen kościół wiernych chrześcijan. Nie będących jednak turystami, a miejscowymi. Ciekawe uwagi, szczególnie te o ekumenizmie.
Pozdrawiam, Agnieszka

Reply

Napisz komentarz