Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim (z perspektywy palestyńskich chrześcijan)

autor: Sylwia Hazboun
Podziel się tym wpisem

W Dzień Judaizmu na jednym z czołowych katolickich portali wysłuchałam wywiadu, w którym usłyszałam, że poznawanie judaizmu jest częścią chrześcijańskiej tożsamości. Treści te w owym wywiadzie przemieszały się z wypowiedziami na temat państwa Izrael przyjmując wobec sposobu, w jaki to państwo prowadzi działania wojenne w Gazie ton obronny.

Jako osoba związana ze światem palestyńskich chrześcijan stoję więc wobec dylematu. Uznać, że wobec tego jestem ze wspólnoty chrześcijan wykluczona, bo z poczynaniami państwa Izrael identyfikować się nie mam zamiaru. Bo nie ma mojej zgody na to, co Izrael robi w Gazie, ze strzelaniem snajperów do katolickich gazańczyków włącznie. Druga opcja jest taka, by wyrazić jasno i wyraźnie, co Kościół ma napisane w swoich dokumentach na temat Izraela. Na temat Izraela jako narodu żydowskiego i Izraela jako współczesnego państwa. Bo moim zdaniem dałoby się ten dialog z judaizmem prowadzić tak, żeby nie wykluczać z niego przy okazji palestyńskich chrześcijan. Choć póki co niestety jest inaczej.

1. List do Rzymian, rozdział 11 pięknie porównuje ludy pogańskie i naród żydowski w świetle historii zbawienia. Naród żydowski w tym porównaniu jest pniem oliwnego drzewa, a ci Żydzi, którzy przyjęli Chrystusa, naturalnymi gałęziami oliwnymi. Narody pogańskie z kolei to gałęzie dzikiej oliwki wszczepione do szlachetnej. Tu w Polsce od razu nasuwa nam się myśl, że my weszliśmy do chrześcijaństwa jako wszczepiona dzika oliwka, a nie naturalna – bo przyjęliśmy chrześcijaństwo z pogaństwa, a nie z judaizmu. A kim są chrześcijanie Bliskiego Wschodu, w tym palestyńscy? To właśnie oni są potomkami pierwszych chrześcijan, którzy przyjęli nauczanie Chrystusa i będąc wpierw Żydami, stali się chrześcijanami. Oczywiście częściowo są również potomkami pogan, którzy się nawrócili i z czasem już zatarło się rozróżnienie na tych żydowskiego i pogańskiego pochodzenia. Po prostu są chrześcijanami… od 2000 lat.

2. Od kilkudziesięciu lat w Kościele Katolickim istnieje wola odnowienia żydowskich korzeni chrześcijaństwa, a co za tym idzie, również kontaktu z Żydami. Wszystko to popieramy i uważamy za cenne. Z perspektywy palestyńskiego chrześcijanina dostrzegamy jednak jeden zgrzyt: Dlaczego Kościół nie wykorzystuje tej okazji do tego, by pouczyć katolików w Polsce, że teologicznie nie można postawić znaku równości między narodem żydowskim a współczesnym państwem Izrael?

Bo tak się składa, że to rozróżnienie istnieje i wskazują na to dokumenty Kościoła. Tymczasem przeciętny katolik nigdy się do nich nie dokopie. Jedyne, co do niego trafi to artykuły o tym, że „Bóg nigdy nie odrzucił Izraela”. Czy domyśli się, że chodzi o naród, a nie państwo? Raczej nie, bo i to Izrael i to Izrael. Tylko jak się w tym odnaleźć, kiedy osoby odpowiedzialne w Kościele za dialog z judaizmem tego tematu tłumaczyć wiernym nie mają zamiaru, a potem ci wierni nie wiedzą, co myśleć widząc jeden artykuł mówiący o tym, że „Przymierze Boga z Izraelem jest nieodwołalne”, a następnie „Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości bada, czy Izrael nie dokonuje w Gazie ludobójstwa”?

Kompletnie się więc nie dziwię, że katolicy w Polsce są zdezorientowani w obliczu dialogu z judaizmem i że temat ten wzbudza wiele mieszanych uczuć. Jedni katolicy rozciągają bowiem obietnice Starego Testamentu na współczesne państwo Izrael i wychodzi im, że Palestyńczycy są w tej ziemi intruzami. A więc może jest w tym trochę racji, aby ich wysiedlić? Przecież Biblia tak mówi! Drudzy z kolei rozciągają politykę współczesnego państwa Izrael na cały judaizm i wychodzi im, że skoro izraelskie osiedla budowane na terytoriach palestyńskich są nielegalne w świetle prawa międzynarodowego i trwa wieloletnia okupacja Palestyńczyków, to winni są wszyscy Żydzi. No bo jak inaczej?

Przecież i to Izrael, i to Izrael.

Z punktu widzenia teologii i katolickich dokumentów Kościoła, Izrael jako naród żydowski oraz Izrael jako współczesne państwo założone w 1948 to nie są zamienne synonimy.

Brak jasnego i klarownego wyjaśniania katolikom w Polsce powyższego faktu sprawia, że tracą na tym po pierwsze Palestyńczycy, w tym chrześcijanie, w tym ci pochodzenia żydowskiego – bo to oni najdotkliwiej odczuwają konsekwencje tego zamieszania. W drugiej kolejności traci na tym również dialog z Żydami, gdyż nawet jeśli żyją w Polsce i czują się Polakami, tworzą część naszego społeczeństwa, a nawet chcą dialogować z katolikami, wnet natrafiają na opór ze strony osób, które, dostrzegając dyskryminację Palestyńczyków w Izraelu, oburzają się, że w ogóle w Kościele jest coś takiego jak Dzień Judaizmu. Bo to Izrael i to Izrael. W ten oto sposób ignorowanie wielkiego słonia w pokoju nie tylko nie służy dialogowi, ale go skutecznie utrudnia. Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że w roku 2024, Dzień Judaizmu zorganizowany był pod hasłem „Szalom – pokój”. W ten sam dzień w Strefie Gazy zginęło 250 Palestyńczyków (tyle ginie średnio dziennie), a w Hadze toczy się proces przeciwko Izraelowi o możliwość popełnienia aktu ludobójstwa. Jednocześnie polski Episkopat podczas konferencji prasowej nie zadaje sobie trudu, aby ludziom sprawę wyjaśnić i wyraźnie wskazać, że dialog z ludźmi nie oznacza poparcia dla poczytań państwa. Bo po co to tłumaczyć? Po co dać ludziom szansę, by sobie to jakoś poukładali?

fot. Hubert Szczypek, KAI



Podziel się tym wpisem

Czytaj również