O co chodzi z muzyką 432 Hz? (i dlaczego uważam, że to bzdury?)

autor: Sylwia Hazboun
Podziel się tym wpisem

W sierpniu 2020 wydałam mój pierwszy singiel studyjny „Ojcze nasz”. To modlitwa w języku aramejskim zapowiadająca nadejście albumu o tym samym tytule. Szukając jednak tego utworu na YouTube, możesz natknąć się na pewien „kwiatek”. Jest nim modlitwa Ojcze nasz w „kosmicznych wibracjach” 432 Hz (sprawdziłam – faktycznie ten utwór wykorzystuje to strojenie). Z komentarzy i różnych publikacji widzę, że ludzie dają się nabrać na opowieści o tajemniczych wibracjach, które zostały nam odebrane poprzez bezduszne nastrojenie muzyki do 440 Hz w pierwszej połowie XX wieku. Ile w tym wszystkim sensu?

O co w ogóle chodzi z 432 Hz?

Bynajmniej nie chodzi o jakiś magiczny dźwięk z kosmosu, który w mistyczny sposób łączy się z naszym ciałem. Chodzi o strojenie jednego konkretnego dźwięku i jest nim A. W obecnym standardzie jest on strojony do częstotliwości 440 Hz, a więc 8 Hz wyżej, niż ta „magiczna” częstotliwość. Jednak w 432 Hz nie tylko dźwięk A jest niższy – wszystkie dźwięki w takich utworach są obniżone.

Youtube jest pełen porównań różnych utworów zagranych w strojeniu 440 i 432. Posłuchaj, a na pewno odkryjesz, że „odczuwasz wewnętrzny spokój” słuchając tej w 432 Hz. Wielu ludzi daje się nabrać i mówi, że naprawdę woli to „magiczne” strojenie. Dlaczego? Jest ono po prostu nieco niższe, a więc wydaje się „głębsze” (ale to i tak nie oznacza, że 100% ludzi będzie wolało tę wersję).

Ale przede wszystkim… opowieść o 432 Hz działa na wyobraźnię. Jeszcze nie widziałam zachwytu nad wyjątkową wibracją pod utworem, który nie stwierdza jasno, że jest to 432 Hz. Jakoś dziwnym trafem pieśni te wibrują zgodnie z kosmosem tylko wtedy, kiedy w ich tytule lub opisie napisane jest, że to utwór 432 Hz 😉

Natknęłam się jeszcze na kilka innych stwierdzeń, z którymi śmiem się nie zgodzić.

Różnica pomiędzy dźwiękami 440 Hz a 432 Hz jest niewyczuwalna, nie chodzi jednak o to, by słychać było różnicę, a o to, jak ona oddziałuje na twoje ciało”. Zgodzę się tylko pod jednym warunkiem – że ktoś mi puści utwór i nie powie, że jest przestrojony na 432 Hz – to prawda, większość z nas nawet nie zauważy! Zestawiając ze sobą natomiast dźwięki lub całe utwory, różnicę słychać wyraźnie – tak jak napisałam wyżej – 432 Hz jest to po prostu troszkę niższe 😊

W 1917 wprowadzono strój temperowany, a wcześniej wszystko strojono do 432 Hz jak ustanowił Pitagoras”. W tym zdaniu mamy 3 błędy. Zacznijmy od drugiego („przed 1917 wszystko strojono na 432 Hz”). Pytanie – skąd niby mielibyśmy wiedzieć, jak strojono instrumenty w starożytności czy średniowieczu (mówię tu o wysokości dźwięku A jako punktu odniesienia, nie o interwałach)? Czyżby stroiciele organów z XVI wieku i lutnicy sprzed naszej ery posiadali już mierniki częstotliwości?

O tym, że nie było żadnego standardu na strojenie świadczy chociażby to, że w samej Europie przed mniej lub bardziej dziś powszechnym 440 Hz nie było standardów strojenia! Pomijając początkowy brak dokładnych przyrządów pomiaru, były jeszcze preferencje. Instrumentaliści chcieli wyżej, gdyż brzmiało dźwięczniej, a w razie potrzeby mogli przebudować swoje instrumenty. Śpiewacy chcieli niżej, bo swoich gardeł przebudować nie mogli. Londyn chciał 440 Hz. Paryż 435 Hz. W kościele po swojemu, w operze po swojemu. Próba wprowadzenia wspólnego strojenia była nawet jednym z zapisów Traktatu Wersalskiego (tak, traktatu, którego głównym celem było przypieczętowanie końca I wojny światowej… dla mnie to niepojęte, że ktoś wtedy wpadł na to, żeby przy okazji ustandaryzować jakiś dźwięk)! Ta próba standaryzacji się nie powiodła. Ostatecznie większą moc niż traktaty, konwencje i ISO mieli po prostu… producenci instrumentów. To dzięki nim dziś by defalut prawie wszystko jest w 440 Hz.

Ale został jeszcze strój równomiernie temperowany i Pitagoras. Pitagoras nie zajmował się strojeniem w znaczeniu standardów wysokości dźwięku, a w znaczeniu odległości między dźwiękami. Wymyślony przez niego system nie jest dziś powszechnie używany (z powodzeniem używamy dziś wspomnianego stroju równomiernie temperowanego), ale (z racji tego, że odnosił się do interwałów, a nie wysokości absolutnych poszczególnych dźwięków), można sobie go stosować zarówno w strojeniu A 440 Hz, A 432 Hz i jakimkolwiek innym mniej lub bardziej fantazyjnym 😊. To tak jakby jakiś inżynier (Pitagoras) zaproponował, jaka wysokość ma dzielić poszczególne schodki schodów (interwały), aby najwygodniej się po nich chodziło, a dwadzieścia kilka wieków później ktoś postulował, że on nie zajmował się odległościami pomiędzy poszczególnymi schodkami, a wyrażoną w kilometrach odległością jednego konkretnego schodka (czyli naszego A) od poziomu morza (nawet nie od podłoża, na którym schodki się zaczynają).

To porównanie do odległości w kilometrach to bardzo ważny szczegół. Zarówno kilometr jak i herz to umowne jednostki miary. Herz to liczba danych cykli na sekundę (w tym wypadku cykli drgań powietrza). A sekunda, podobnie jak kilogram czy kilometr to  miara umowna – ludzie mogli się umówić, że inaczej sobie podzielą czas i nie ma w tym żadnych kosmicznych praw. Stąd próba udowodnienia całej magii 432 poprzez jakiekolwiek wyliczenia matematyczne jest po prostu bez sensu.

Mam jeszcze jeden przykład! To tak jakby Pitagoras wymyślił i opracował zasady gry w szachy, które później zostały nieco zmodyfikowane (w tym wypadku do obecnie powszechnego systemu równomiernie temperowanego), jednak potem ktoś postulował, że Pitagoras nie ustanawiał zasad gry tylko kolory pionków! A tymczasem tak jak w szachy można grać pionkami o różnych kolorach (gdyż zasadą sine qua non nie jest ich czerń i biel a to, że jeden zestaw ma się wyraźnie różnić od drugiego. Mogłyby więc być czerwone i zielone), jednak nadal trzymając się zasad przykładowego Pitagorasa, tak daną melodię można zagrać według strojenia Pitagorasa jako referencyjny dźwięk A przyjmując sobie 440 Hz, 432 Hz, lub jakąkolwiek inną częstotliwość (byle tylko słyszalną przez ludzkie ucho, gdyż inaczej wszystko staje się tylko teorią). Uff!

Ale jak wytłumaczysz to, że słuchając tej muzyki czuję się inaczej, to mnie ulecza?” – odwrócę to pytanie – jak wytłumaczyć ciarki na plecach przy piosenkach nastrojonych na A 440 Hz? Poza tym uspokajająca moc tych utworów może tkwić choćby w tym, że są tak komponowane. Pełne są długich i spokojnych dźwięków, a nie walenia w perkusję.

432 Hz to naturalna wibracja kosmosu”. To stwierdzenie najbardziej chyba kuriozalne. Fizykiem nie jestem, ale wiem, że aby był dźwięk, musi być wibracja powietrza. Tymczasem kosmos to próżnia 😊 Nic w nim nie wibruje, nawet śpiewy w 432 Hz 😊

A na koniec…

Podsumuję więc słowami, że strojenie dźwięku A to rzecz umowna. Jeśli nie mam stroika czy kamertonu (nie mam też słuchu absolutnego) i gram sama np. na gitarze, to wystarczy po prostu dostroić struny między sobą i nieważne na jakiej częstotliwości wypadnie moje A, gdyż w muzyce przede wszystkim chodzi o zależności między dźwiękami, a nie o wysokości absolutne poszczególnych dźwięków. Jeśli bym nawet grała w zespole i nikt nie miałby stroika, musielibyśmy się dostroić razem np. do instrumentu, jaki trudno przestroić (choćby fortepianu). Czy słuchacze czuliby jakąś wibrującą moc?

Gdybyśmy im powiedzieli, że oto gramy w kosmicznej częstotliwości… pewnie tak. Chyba że byliby już po lekturze mojego artykułu, wiedzieliby wówczas, że zachwyci ich bogactwo melodii i harmonii, a to czy A wibruje sobie na 432 Hz, czy 440, czy 415, czy 460 Hz po prostu nie ma znaczenia 😊

PS Te rozważania napisałam sobie w przerwie prac nad powstającą płytą. Ukaże się w marcu 2021 i będzie muzycznym rozważaniem modlitwy Ojcze nasz. Zapisz się na listę oczekujących, a powiadomię Cię o premierze i pokażę Ci behind the scenes powstawania płyty!


Podziel się tym wpisem

Czytaj również