Jaka melodia gra na dnie Twojego serca?

autor: Sylwia Hazboun
Podziel się tym wpisem

Ostatnie wieczory spędzam na doszlifowywaniu pieśni, których premiera już niebawem. Już nie mogę doczekać się ich publikacji! Dziś chciałabym opowiedzieć Ci o moich inspiracjach i drodze, która doprowadziła mnie do „okrycia” w sobie tej muzyki, a także pozwolić Ci… zerknąć na chwilę do powstających utworów!

Wyobraź sobie… spiekotę bliskowschodniego słońca. Jest Ci potwornie gorąco, aż nagle… wchodzisz do małej, kamiennej świątyni.

Uderza Cię od razu delikatny zapach kadzideł i przyjemny chłód przynoszący ulgę. Ciszę przerywa tylko śpiew odbijający się echem od ścian.

Nie wiesz, które wrażenie właśnie dominuje. Jest jakby znajomo – jest ołtarz, świece, modlitwa i księga. Ale jest też inaczej – inne melodie, architektura, języki, wszystko troszkę egzotyczne i bardzo orientalne.

Możesz pomodlić się jak zawsze. Możesz pomodlić się jak nigdy.

Daleko od domu, a jednak blisko korzeni. Daleko od codziennych zmartwień, a blisko najważniejszych pytań. Czyż to nie tak czujemy się wchodząc do bliskowschodnich kościołów?

Właśnie to doświadczenie Bliskiego Wschodu było punktem zwrotnym w tym, co dziś robię. Było jakby spotkaniem z czymś nowym, a jednocześnie czułam się tak, jakbym miała to we krwi od zawsze. Od tamtej pory często powtarzam, że każdy chrześcijanin nosi w sobie trochę Wschodu. Gdzieś w naszych sercach też jest takie szczególne miejsce spotkania z Bogiem. Nikt jednak nie siedzi w środku i nie krzyczy, aby do niego zejść. Nikt nie ciągnie tam na siłę. Ono tam jest, cierpliwie, w ciszy. Troszkę przeraża, gdyż w tym miejscu trzeba być sobą, nie da się nosić maski. A z drugiej strony obecność w nim napełnia głębokim pokojem. Pozwala przebić się przez gniew, złość, żal, strach i smutek. Nie neguje ich, robi im miejsce, a następnie pokazuje, że nawet one zakorzenione są w miłości. Nawet one wypływają z głębokiej potrzeby kochania i bycia kochanym.

Jednak absolutnie najpiękniejsze w tym miejscu jest odkrycie głębokiej, nieograniczonej i bezwarunkowej miłości Boga. Miłości, która napełni Cię godnością dziecka Bożego, silniejszą od wszelkich poniżeń, jakich doświadczyłeś/aś w życiu. A jednocześnie ta miłość absolutnie nie pozwoli Ci stać się wyniosłym. Jeśli wkroczysz do tego miejsca ze wzrokiem wbitym w podłogę, ta siła uniesie Cię i każe Ci wstać. Jeśli jednak pysznie uniesiesz się w przekonaniu o swojej wyższości nad innymi, ta siła sprowadzi Cię na ziemię (być może boleśnie). Nie po to, by Cię osaczyć i ograniczyć, lecz po to, byś mógł/mogła doświadczyć wyjątkowości kochania i bycia kochanym. To siła, która pogłębi Twoją radość, a ból pomoże unieść inspirując Cię, by przekuć go na błogosławieństwo dla innych ludzi.

To wszystko przyświecało mi tworząc muzykę do płyty „Ojcze nasz”. Posłuchaj fragmentów niżej, a w tym linku koniecznie zapisz się na listę oczekujących! >> LINK DO LISTY


Podziel się tym wpisem

Czytaj również