Po co nam Wielki Post?

autor: Sylwia Hazboun
Podziel się tym wpisem

Kilka dni Wielkiego Postu już za nami. Dla wielu z nas to ważny czas. Dla mnie w tym roku jest wyjątkowy, gdyż to właśnie w Wielkim Poście ukaże się moja płyta – nieprzypadkowo. Cały jej klimat, pełen nostalgii, niejako wpisuje się w przekaz Wielkiego Postu. Ale… po co nam on? Dlaczego mielibyśmy sobie czegoś odmawiać, przed czymś się powstrzymywać?

Poszczenie wyszło z mody

Odnoszę wrażenie, że w naszych czasach niemal jedyny argument za utrzymaniem jakiejś dyscypliny w życiu jest pragnienie posiadania pięknej sylwetki. Oczywiście w tej chwili uogólniam, chodzi mi jednak o pewną tendencję do tego, by deprecjonować i kwestionować sens celowego pozbawiania się czegoś przyjemnego.

Z drugiej strony dosyć często zdarza się, że Wielki Post to po prostu „nie będę jeść słodyczy” (u mnie przez lata tak było). Przyznam jednak, że nie rozmyślałam o tym zbyt dużo, a nawet gdzieś w głowie siedziała sobie myśl, że „może zrzucę dzięki temu kilka kilogramów?” A chyba nie o to w tym chodzi.

Jaki jest sens rezygnacji z przyjemności?

Jak dla mnie, odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony przeraża mnie to, kiedy przyjemność staje się wartością samą w sobie i kiedy promuje się porzucanie głębokich i nieraz trudnych wartości właśnie na rzecz przyjemności, zadowolenia. Z drugiej strony przerażają mnie równie mocno historie o ludziach, którzy w imię umartwiania się byli zdolni kaleczyć swoje ciało. Wiem, że to drugie już nie jest (całe szczęście!) powszechne w Kościele, choć też nie można udawać, że nigdy tego nie było.

Dla mnie kluczem do zrozumienia sensu postu jest przekonanie, że wolność ma granice. Nie tylko tą granicą jest miejsce, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. Taką granicą jest również ten moment, kiedy przestaję coś robić dlatego, że jestem wolna, aby to zrobić, ale robię to, gdyż to coś już ma nade mną kontrolę. To może być mnóstwo rzeczy – kawa, czekolada, social media… A jak wiemy, dla osoby uzależnionej już nawet nie ma mowy o czerpaniu przyjemności w zaspokajaniu danej potrzeby. Nie tylko nie ma już wolności, ale nawet nie ma przyjemności!

Wielki Post jest więc czasem, w którym mamy okazję przyjrzeć się swoim nawykom i być może zrobić kilka kroków w tył, zanim będzie za późno. I paradoksalnie to właśnie post w pewnym sensie chroni nas przed tym, aby przyjemne rzeczy nadal były przyjemne! By kawa nadal miała smak kawy, gdyż potrafisz jej sobie odmówić i ona nie ma nad tobą władzy. Wino nadal będzie miłym dodatkiem do weekendu, jednak nie niezbędnym, aby weekend był miły. I tak dalej…

Jej wysokość Dyscyplina

Muszę się przyznać, że od kilku miesięcy czuję w sobie takie dwie sprzeczne siły. Jedna z nich usilnie próbuje przekonać mnie do tego, aby zaszyć się w domu, zrobić kakao i pod kocykiem oglądać Netflixa. Druga przekonuje, żeby nie tracić czasu, działać, tworzyć, jak to swego czasu określił papież Franciszek „wstać z kanapy”. Bardzo zastanawia mnie to, jak człowiek usilnie dąży do tego, aby zapewnić sobie wygodne życie, a kiedy już je ma, to… czuje, że czegoś mu brak. Tymczasem przecież nawet wspomniane seriale na Netflixie nie opowiadają o tych ludziach, którzy osiągnęli wygodę i to im wystarczyło. One opowiadają o takich, którzy ciągle czuli, że nie są w tym miejscu, gdzie chcieliby być (już pomijając, czy ich cele są dobre czy złe). A z jeszcze innej strony od zawsze czułam, że nie chcę „czekać na szczęście”. „Byle do weekendu”, „byle do wakacji”, „byle do 18-stki”, „byle do końca studiów” to nigdy nie były moje słowa.

Myślę więc, że to głęboko sensowy i wyraźny cel to pierwszy krok. Drugim jest właśnie dyscyplina, która sprawi, że nie zadowolisz się marnowaniem czasu, wyruszysz w drogę, nie odłożysz realizacji tego celu na wieczne „potem”.

Tylko gdzie jest sens?

Tu z pomocą przychodzi nam Księga Izajasza (i jeden z moich ulubionych fragmentów Pisma Świętego):

Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram:
rozerwać kajdany zła,
rozwiązać więzy niewoli,
wypuścić wolno uciśnionych
i wszelkie jarzmo połamać;

dzielić swój chleb z głodnym,
wprowadzić w dom biednych tułaczy,
nagiego, którego ujrzysz, przyodziać
i nie odwrócić się od współziomków.

Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza
i szybko rozkwitnie twe zdrowie.
Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie,
chwała Pańska iść będzie za tobą.
Wtedy zawołasz, a Pan odpowie,
wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: „Oto jestem!”

Jeśli u siebie usuniesz jarzmo,
przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie,
jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu
i nakarmisz duszę przygnębioną,
wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach,
a twoja ciemność stanie się południem.

Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości,
tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.

Twoi ludzie zabudują prastare zwaliska,
wzniesiesz budowle z odwiecznych fundamentów.
I będą cię nazywać naprawcą wyłomów,
odnowicielem rumowisk – na zamieszkanie.

Iz 58, 6-12

PS. Premiera mojej płyty coraz bliżej! Nie zapomnij zapisać się na listę oczekujących!


Podziel się tym wpisem

Czytaj również