Sama wymyśliłam… jaka chcę być. Moja subiektywna lista

autor: admin
0 komentarz
Podziel się tym wpisem

Zanim napisałam pierwsze słowa tego wpisu postanowiłam wrócić do tekstu, który opublikowałam na blogu w styczniu, niedługo przed ślubem. Chodziło mi po głowie kilka myśli o kobiecości i o tym, jak spełniać swoje powołanie jako kobieta – nie bylejaka – piękna kobieta. W tamtym wpisie opisałam to, jak Bóg doprowadził mnie do miejsca, w którym przestałam uważać się za „niebrzydką” dziewczynę, a zaczęłam widzieć w sobie… piękną kobietę.

Jakiś czas później poszłam jednak krok dalej. Zaczęłam się zastanawiać, co to konkretnie dla mnie znaczy – bycie kobiecą. Tak się składa, że jeśli sami sobie nie postanowimy, jacy chcemy być, to postanawiają za nas inni – w tym wypadku… Instagram i mainstreamowe media, promujące jeden wzór kobiecości. To wcale nie musi być czyjąś wyrocznią. Najważniejsze jest przecież to, żeby każdy człowiek czuł się dobrze sam ze sobą, a ekspertem na drodze do tego celu jest on sam.

A więc zapytałam sama siebie: Mając gdzieś z tyłu głowy mgliste pojęcie tego, jaką kobietą chciałabym być – jakim jednym słowem bym ją określiła?

Inspirująca

O tak. To jest moje słowo. „Inspirująca” oraz całe moje subiektywne rozumienie tego słowa. Postanowiłam kontynuować tą zabawę dalej i… wypisać wszystkie cechy, które kojarzą mi się z tym słowem i są jednocześnie opisem mojego wzoru kobiecości – którym już jestem, jednak mogę dalej się nim stawać od nowa (to ważne, żeby nie odkładać „lubienia” samego siebie na wieczne nigdy).

Efekt mnie zaskoczył. Odkryłam bowiem, że stworzyłam listę naprawdę, naprawdę subiektywnych cech, wręcz… niepowtarzalnych. Być może istnieje sporo takich kobiet, które również najbardziej chciałyby określić się słowem „inspirująca”, ale czy dla nich wszystkich to słowo oznacza to samo? Zapewniam Was, że nie. Jako językoznawca wiem, że tak naprawdę znaczenia słów prawie zawsze tylko po części pokrywają się z tym, co inna osoba ma w głowie myśląc o tym samym pojęciu (trochę zeszłam z tematu).

Co to dla mnie oznacza?

No właśnie. Ta lista jest bardzo osobista, a niektóre punkty dla mnie samej są wręcz dziwne. W końcu, jaki związek ze słowem „inspirująca” ma pojęcie „podróżuje na Wschód”? Hmmm, jak widać tutaj nie ma granic, można wsłuchać się w siebie i tylko w siebie, stworzyć swój osobisty przepis i jego się trzymać (a nie instagramowych trendów). Mój wygląda tak:

Inspirująca…

… rozmodlona

… uśmiechnięta

… śpiewa

… kobieca, ładnie się maluje i ubiera

… podróżuje na Wschód

… gra na gitarze

… prowadzi album rodzinny

… odważna

… wykorzystuje to, co trudne, aby dać światu coś dobrego

… zna dziwne języki

… gra na pianinie

… do szaleństwa zakochana w mężu

… prowadzi zeszyt inspiracji i słoik sukcesów

… doskonale zna się na harmonii, muzyce wschodniej i zachodniej

… chce zrozumieć świat

… ma piękne włosy

… wysyła tradycyjne listy (tego jeszcze nie robię)

… lubi spacery na łonie natury

… zna tajniki pracy w pomocy humanitarnej

… pisze

… komponuje

… potrafi jeździć konno

… dużo czyta (literatura światowa i klasyka polska)

Teraz, jak to przepisuję, to przypominam sobie, że przecież jeszcze muszę dopisać ukulele i duduk! To pierwsze dlatego, że dostałam cudowne ukulele w prezencie na urodziny, a duduk dlatego, że gra na nim wiąże się z projektem, który małymi kroczkami realizuję wieczorami (a wieczory coraz dłuższe, będzie można trochę posiedzieć nad pisaniem i graniem!).

Daj Boże, pewnego dnia będę mogła także do niej dopisać „… jest kochającą matką”.

 

inspirująca

Ty wiesz najlepiej

To małe-wielkie odkrycie przyszło do mnie tak jakby mimochodem. Po prostu coś bazgrałam sobie w zeszycie i nagle zaczęłam wypisywać te wszystkie cechy, które z mniej lub bardziej zrozumiałych względów określają to, kim i jaka chciałabym być. Polecam każdemu! To przecież każdy sam wie najlepiej, co daje mu najwięcej szczęścia. Może się także okazać, że nasze marzenia wcale nie leżą tak daleko od tego, czego chce dla nas Bóg. Zauważyliście, jak wielu ludzi odnosi swoje powołanie do innych ludzi? Jak wielu nie czuje sensu życia, kiedy żyje tylko dla siebie? Jakoś tak dziwnie się dzieje, że nasze szczęście jest tam, gdzie spotyka się nasza radość z  dzieleniem się dobrem z innymi. Z całego serca polecam więc wsłuchiwanie się w siebie. Wystarczy kawałek papieru i długopis.

 

P. S. Uff! Jestem z siebie dumna! Nie użyłam ani razu wyrażenia „najlepsza wersja siebie”!

 


Podziel się tym wpisem
0 komentarz

Czytaj również

Napisz komentarz